Polski
Miesięcznik Kulturalny
na Cyprze

Spod znaku Afrodyty

P.O. Box 22174, 1518 Nicosia, Cypr; Tel/fax: 00357 22 774297, spod_znaku_afrodyty@yahoo.co.uk


Home


O czym piszemy

Rozważania filozoficzne
Z kart historii
Podróże po Polsce
Polski obyczaj
Kącik literacki
Aktualności kulturalne
Nasi rozmówcy
Z życia Polonii
Różne
Michałki

Archiwum

E-Centrum Informacji

O nas

 

POLACY NA CYPRZE

Zarys historyczny

Organizacje polonijne

Placówki dyplomatyczne

Szkoła polska

Praktyki religijne

Wspólnota AA

Sklep polski

Usługi po polsku

Forum dyskusyjne

 

 

Wspólnota AA

Animatorem grupy jest Waldek, na Cyprze od 2004 r. Chętnie spotyka się z osobami potrzebującymi pomocy czy wsparcia w walce z nałogiem.

Waldek
tel: 00357-99-019959 (Larnaka)

 

Zalążek polskiej wspólnoty AA na Cyprze
Rozmowa z Waldkiem

 - W kościele w Larnace wisi ogłoszenie z Twoim numerem telefonu, na stronie internetowej o Polakach na Cyprze znajduje się informacja o spotkaniach AA. Co to za spotkania?

- Anonimowych alkoholików – jestem jednym z nich. Są to spotkania ludzi, którzy mieli podobne doświadczenia do moich; na takich spotkaniach mają możliwość się nimi podzielić. Mogą się wygadać albo po prostu słuchać i uczyć się od innych. A to podtrzymuje na duchu, buduje wytrwałość. To jest bardzo ważne. Często jest tak, że ma się jakiś problem – na spotkaniu znajduje się rozwiązanie. Okazuje się, że ktoś już to przeżył.

- Jesteś pierwszym animatorem takich spotkań w języku polskim na Cyprze. Dlaczego?

- Bo tu się znalazłem. A gdzie jestem, pierwsze kroki kieruje na spotkania AA. Muszę, chcę w takich spotkaniach uczestniczyć, bo nie chcę wrócić do picia. Np. dzisiaj lecę do Polski, a jutro już będę na mitingu. Oczywiście nie jestem pierwszym anonimowym alkoholikiem na Cyprze, ale chyba pierwszym Polakiem ze wspólnoty AA. Na początku regularnie uczestniczyłem w spotkaniach Anglików. Pomimo iż nie znam angielskiego sama atmosfera pomagała. Teraz jest nas czterech (dwóch w Larnace i dwóch w Limasolu), spotykamy się od czasu do czasu, a regularnie utrzymujemy kontakt telefoniczny i SMS-owy. Muszę się zabezpieczać osobami, które nie piją i nie chcą pić.

- Od ilu lat nie pijesz?

- Od czterech.

- Jakimi doświadczeniami możesz się podzielić z innymi?

- Tą zmarnowaną połową życia, kiedy znałem tylko picie, meliny, kombinowanie, bijatyki. A potem tym, jak to zrobiłem, że nie piję. Od czterech lat prowadzę w miarę normalne życie. Przyjechałem na Cypr, wynajmuję mieszkanie, mam pracę, którą lubię. Zarabiam i jestem w stanie płacić alimenty, a nawet spłacam fundusz alimentacyjny. Wszystkie wiszące nade mną wyroki zostały umorzone. Mam dziewczynę. W zasadzie mam wszystko i mógłbym zacząć pić, ale nie chcę. Doświadczyłem za dużo dobroci z tego, że nie piję. Nie chcę tego stracić. W pierwszą rocznicę niepicia powiedziałem sobie, że nie będę palił. A paliłem 20 lat. I już 3 lata nie palę. W trzecią rocznicę niepicia wprowadziłem się do własnego mieszkania. Wynajmuję, ale za własne pieniądze, więc jest jak własne. Po raz pierwszy w życiu. Mam świetne relacje z rodzicami. Wiedzą, że mogą na mnie liczyć. Rozmawiamy ze sobą, jak nigdy przedtem. Przypominają mi, żeby nie pić, są dla mnie wsparciem. Regularnie odwiedzam dzieci (mam trójkę). Widzą, że nie piję.

- Kiedy zacząłeś pić i dlaczego?

- Gdy miałem 6 lat. Pospijałem wódkę z kieliszków po jakiejś imprezie. Zatrułem się i znalazłem się w szpitalu, ale posmakowało. W domu alkohol był bardzo rzadko, dwa-trzy razy do roku z jakiejś okazji. Dopiero niedawno doszedłem do wniosku, że powodem mojego picia była wstydliwość. Alkohol mnie rozluźniał, odnajdywałem się w gronie kumpli, dziewczyn. Później picie przerodziło się w agresję - byłem pierwszy do bójki, a te dodawały animuszu. Polubiłem atmosferę knajp. I uzależniłem się. Piłem wszystko - od piwa, a kiedy to już nie działało było wino, spirytus, a potem denaturat, aknosan - wszystko oprócz gęstej smoły. Skończyłem zawodówkę, właściwie skończyła ją mama. Potem wojsko - półtora roku. Byłem trzeźwy może miesiąc. Po służbie jak najszybciej do pracy, żeby zarobić na alkohol. A później przez 12 lat nie pamiętam dnia, kiedy byłem trzeźwy. Nikt nie mógł mnie powstrzymać. Miałem silną wątrobę i mocną głowę do picia, wypijałem 1,5 l spirytusu dziennie. Kiedyś znalazłem się na izbie wytrzeźwień, zbadali - 4 promile alkoholu. To niemożliwe, mówią, dawka śmiertelna a ja stoję i rozmawiam jakby nigdy nic. Dmucham jeszcze raz – powyżej 4. Oprócz padaczki alkoholowej przeżyłem chyba wszystko: zjawy, lęki, najdziwniejsze wyobrażenia. W międzyczasie ożeniłem się. Nie pamiętam ślubu – byłem pijany. Moja żona była we mnie zakochana. Próbowała mi pomóc, np. pozwalała mi pić w domu w weekendy, pod warunkiem, że nie będę pił w czasie tygodnia. Nie rozumiała problemu. Nie przestawałem pić. Wtedy za alkohol oddałbym i zrobiłbym wszystko. Nawet zabił. W końcu straciłem wszystko: rodzinę, dom, pracę. Mieszkałem na stadionie, po kumplach. Na niczym mi nie zależało.

- Skąd przyszła decyzja o terapii odwykowej?

- Jak jest picie, są przestępstwa, bo trzeba zdobyć pieniądze. Dostałem wezwanie do kuratora. Jedyną ucieczką przed więzieniem był zakład odwykowy. Najpierw byłem na dziennym, ale nie wytrzymałem. Kazałem się zamknąć. Pierwszy raz mnie nie przyjęli, bo miałem 0,19 promila we krwi, a trzeba być całkowicie trzeźwym.

- Czy wtedy zrozumiałeś, że masz problem?

- Nie, nie zrozumiałem. To była desperacja. Chciałem uniknąć więzienia. Ja nigdy nie chciałem przestać pić. Tak naprawdę nie wiem, jak to się stało. Mogę to przypisać tylko sile wyższej, cudowi. Byłem w zakładzie w Czerniewicach. Podziałało. 6 tygodni odwróciło całe moje życie. Cud. Normalne życie rozpoczynałem w kręgu ludzi AA. Kolega pomógł mi znaleźć pracę na budowie. Codziennie biegałem na mitingi. Tak się zabezpieczałem. Dzisiaj już nie jestem tak zależny, ale na początku pilnowałem się bardzo.

- Czy sądzisz, że potrafisz się kontrolować i pozwalasz sobie na towarzyskiego drinka?

- Nie ma mowy. Nie można pić towarzysko. Pamiętam, nie wyobrażałem sobie tego. Jak jeździłem na pierwsze mitingi AA, szukałem wódki pod stołami, bo nie mogłem uwierzyć, że można się bez niej obejść. Gdy byłem jeszcze w zakładzie, przychodzili ludzie z zewnątrz, alkoholicy. Opowiadali o swoim życiu, o tym że np. nie piją 25 lat. Co za głupoty, myślałem, jak można nie pić 25 lat?! Byłem przekonany, że płacono im żeby nam zatruwali głupstwami głowy. Dzisiaj wiem, że jedyny sposób to się po prostu wyrzec wszystkich produktów z alkoholem, nawet ciast. Nie posiadam kieliszków, nie ma mowy żebym komuś dał alkohol na prezent. Pamiętam, kiedyś nawet nie mogłem dotknąć puszki po piwie przy sprzątaniu.

- Jak się czujesz w towarzystwie osób, które piją?

- Unikam takiego towarzystwa. Wychodzę. Z daleka obchodzę knajpy i bary. Wolę nadrobić kilometr, niż szukać pokusy. Nie jestem święty, nie wiem kiedy może przyjść moment, że nagle wejdę do sklepu, kupię wódkę i zacznę pić. Nie ma gwarancji, że już nigdy do alkoholu nie wrócę. Cały czas trzeba się pilnować.

- Jaki jest do ciebie stosunek kolegów, z którymi kiedyś piłeś?

- Spotykam ich przed blokiem, nadal piją. Życzą mi jak najlepiej. Sami nie mają na tyle siły, żeby wyrwać się z nałogu. Mówią, że piją za moje zdrowie, żebym ja nie pił. Ale wiem, że jestem inspiracją. Niektórzy koledzy przestali pić idąc za moim przykładem. Ktoś kiedyś powiedział o mnie: „Jeśli ten ochlajtuch mógł przestać, to i ty możesz.” A do bardziej osobistych osiągnięć zaliczam to, że całkowicie zmienił się mój system wartości. Kiedyś radość sprawiał mi tylko alkohol, dzisiaj jestem naprawdę szczęśliwy jak komuś mogę w czymś pomóc, ot tak, za uśmiech, bezinteresownie. Ludzie to widzą.

- Twierdzisz, że w Twoim przypadku wyrwanie się z nałogu to cud. Czy każdy musi na taki cud oczekiwać?

- Każdy ma równe szanse. Ja nie jestem ani święty ani wyjątkowy. Niektórzy podchodzą do rzucenia picia kilkakrotnie. Mnie udało się za pierwszym razem.

- Ale w jakimś sensie jesteś wybrańcem losu.

- Takich wybrańców jak ja jest parę milionów na świecie.

- Czy są jeszcze doświadczenia innych, które cię zaskakują?

- Do końca życia będą mnie zaskakiwać, bo tak naprawdę ja nie znałem życia – ja zacząłem naprawdę żyć dopiero 4 lata temu.

- Jak oceniłbyś problem alkoholizmu wśród Polaków na Cyprze?

- Tu jest wielki problem. Bardziej widoczny niż w Polsce. W Polsce jest więcej grup, ośrodków pomocy. Poza tym, na Cyprze jest łatwiej pić, bo jest łatwiej zarobić lub ukraść, i przespać się byle gdzie.

- Wydawałoby się, że Polacy przyjeżdżają na Cypr w celach zarobkowych, a często słyszy się, że przepijają wszystko co zarobią.

- Odnoszę wrażenie, że Cypr to miejsce ucieczki dla wielu, ucieczki od problemów, od żony, obowiązków, albo poszukiwanie wolności, wyżycia się, w alkoholu między innymi.

- Jak do tego ustosunkowują się Cypryjczycy?

- Utarły się już stereotypy. Trudno by było inaczej. Wystarczy popatrzeć na plaży wieczorem w weekend. Stała się ona miejscem spotkań niby towarzyskich, ale tak naprawdę okazji do picia a później do bicia. Kiedyś Cypryjczyk zaproponował mi kratówkę piwa jako zapłatę i nie mógł się nadziwić, że odmówiłem. Nie pijesz, nie palisz? Ty na pewno Polak? Widać, że tu panuje inna kultura. Chociaż widziałem pijanego Cypryjczyka, widzę też młodych ludzi spędzających całe wieczory przy kawie. To w Polsce jest nie do pomyślenia.

- W jaki sposób chciałbyś pomóc innym?

- Na pewno nie na siłę. Z nałogu nie da się wyciągnąć – człowiek sam musi chcieć. Ale samemu trudno wytrwać. Udostępnię swój czas, doświadczenia, kontakty każdemu kto zdecyduje się przestać pić i zechce się ze mną skontaktować. Warunek – musi być trzeźwy. Jeśli będzie nas więcej, możemy nawet wynająć pomieszczenie i będziemy się regularne spotykać.

- Życzę powodzenia i wytrwałości.

- I 100 lat bez picia. Czeka mnie jeszcze długa praca. Życie mam przed sobą.

 

[Rozmawiała Gosia Chrysanthou, sierpień 2006

dla „Spod znaku Afrodyty”]